sobota, 29 kwietnia 2017

Widok na Tatry ze Skarpy Wiślanej, czyli Tatr w Warszawie część trzecia


Pewnie każdy, kto kojarzy kawiarnię Kafka na Powiślu, zwrócił uwagę na tajemnicze mury z czerwonej cegły po drugiej stronie ulicy. Wbrew pozorom nie są to resztki dawnych fortyfikacji, lecz pozostałość po dziewiętnastowiecznej rotundzie. Niezwykła budowla powstała specjalnie po to, by już w Warszawie można było zobaczyć... Tatry. 


Budynek Rotundy

Ale jak z Warszawy dojrzeć panoramę Tatr? Gołym okiem to przecież niemożliwe. Czy dzięki technice można było ze Skarpy Wiślanej zobaczyć Tatry? I to już w XIX wieku? Niestety nie, dzisiaj też jest to niemożliwe. Ale od czego mamy sztukę, malarstwo? Pod koniec XIX wieku zapanowała moda na wystawianie gigantycznych obrazów. Do nich trzeba było budować specjalne budynki. Rotundę na Powiślu zbudowano właśnie po to, by zmieścić w niej ogromny obraz przedstawiający panoramę Tatr.

Budowla powstała w 1896 roku. Był to budynek o wysokości kilku pięter zbudowany na planie dwunastoboku. Rotunda miała więc ciekawy kształt dwunastościanu foremnego. Całość przykrywał wielospadowy dach namiotowy. Wejście do rotundy było od strony OboźnejChoć rotunda była wysoka na kilka pięter, to jednak był to budynek jednokondygnacyjny. Musiał bowiem pomieścić gigantyczny obraz - 16 m wysokości na 115 m długości. Tym samym wielkością przebijał nawet Panoramę Racławicką (odpowiednio: 15 m na 114 m).


rotunda tuż po wybudowaniu 1896


Panorama Tatr

Jak sama nazwa wskazuje, skoro to panorama, to musiał być to widok z konkretnego miejsca.  A miejscem tym był szczyt Miedzianego. Przez dwa sezony letnie grupa malarzy zakwaterowana w schronisku nad Morskim Okiem wspinała się codziennie na szczyt Miedzianego, by przygotowywać kolejne szkice do panoramy. Sam obraz powstawał w Monachium w latach 1894 - 1896. W Polsce po prostu nie było warsztatu mogącego pomieścić tak ogromne dzieło. Przy tworzeniu obrazu pracowało aż 11 malarzy różnych narodowości (głównie Polacy i Niemcy). Dzieło najpierw zaprezentowano w Monachium, a następnie, kiedy budynek rotundy był już gotowy, przeniesiono je do Warszawy. Za kilkadziesiąt kopiejek publiczność mogła nacieszyć wzrok widokiem Tatr z Miedzianego. Goście odwiedzający Panoramę Tatr informacji o obrazie mogli zaczerpnąć ze specjalnej broszurki Objaśnienie do olbrzymiego obrazu Tatry, napisanej w tym celu przez Kazimierza Przerwę - Tetmajera lub posłuchać przewodnika przebranego w tradycyjny góralski strój ludowy.


rotunda w 1897, na pierwszym planie tor kolarski WTC "Dynasy"


Kres Panoramy

Chociaż całe przedsiewzięcie kosztowało około stu tysięcy rubli, to nie przyniosło oczekiwanych zysków. Dzieło szybko straciło zainteresowanie publiczności i w roku 1899 zostało zlicytowane. Płótno prawdopodobnie pocięto. Istnieją dwie wersje mówiące o dalszych losach Panoramy. Jedna mówi o tym, że płótno sprzedano dla wojska na namioty. Druga zaś, że odkupił je malarz Jan Styka, który na odwrocie jednego z fragmentów Panoramy namalował jeden ze swoich gigantycznych obrazów. Zresztą i jego dzieła również były wystawiane w rotundzie i co ciekawe, cieszyły się większym zainteresowaniem niż Panorama

Malarz i scenograf Józef Galewski tak wyjaśnia małą popularność Panoramy Tatr: "Na części terenu od Oboźnej wybudowano ogromną rotundę, gdzie początkowo mieściła się piękna panorama Tatry. Niestety, nie mogła konkurować z Golgotą, ściągała tylko nielicznych widzów. Do Zakopanego, leżącego wtedy na terenie Austrii, trudno było jeździć, więc piękno Tatr nie było tak spopularyzowane jak obecnie. Co innego Golgota - nawet księża na ambonach ją reklamowali i nakłaniali wiernych do odwiedzania tej panoramy. Co prawda, i jedna, i druga były warte obejrzenia za owe dwadzieścia czy trzydzieści kopiejek. W końcu Tatry zdjęto. Podobno płótno z malowanym tak artystycznie widokiem gór sprzedano na pałatki dla wojska." 

Golgota to dzieło wspomnianego już malarza - Jana Styki. Ten gigantyczny obraz był wystawiany w tym samym czasie w innej rotundzie znajdującej się przy Karowej 18a.


rotunda na Dynasach w dwudziestoleciu międzywojennym


Życie po Panoramie, czyli teatr i warsztaty samochodowe

W następnych latach w rotundzie wystawiano panoramy nie kogo innego jak właśnie Jana Styki: "Cyrk Nerona" i "Trzy dni Zbawiciela". Jednak, po pewnym czasie moda na panoramy przeminęła. Budynek rotundy zmienił charakter, chociaż nadal obcował ze sztuką. Po przebudowie, w roku 1913 otworzono tu teatr, w którym mieściło się ponad 1300 osób. Była to pierwsza stała siedziba (założonego w 1900 roku) Teatru Żydowskiego. W latach 1936 - 1937 w budynku rotundy mieścił się kabaret "Wesoły Ul".

Kolejna przebudowa rotundy diametralnie zmieniła charakter budynku. W 1937 roku budynek został gruntownie przebudowany przez firmę Chevrolet.  Powstały tu: nowoczesny garaż z wjazdem po pochylni, warsztaty samochodowe i stacja benzynowa. Budynek miał teraz wysokość trzech kondygnacji. Wjazd znajdował się od strony Dynasów z poziomu ulicy. Dobudowano też od południa piętrowy pawilon.


rotunda w 1939 roku

W czasie drugiej wojny światowej, w 1944 roku, budynek został znacznie uszkodzony. Do dziś ocalała tylko część przyziemia, czyli mury obwodowe dwóch dolnych kondygnacji.


O innych przedwojennych związkach Warszawy z Tatrami, które nie dotrwały do naszych czasów w aneksie, czyli części czwartej:)


źródło zdjęć:
warszawa1939.pl

sobota, 16 lipca 2016

Tajemnice odbudowy Warszawy, czyli jak Pałac Branickich wraz z psikusem Canaletta zrekonstruowano


Większość wycieczek mija to miejsce ze spuszczoną głową. A Wy? Czy patrzycie czasem w górę? Jeśli odpowiedź brzmi: niezbyt często, to szkoda, bo zdarza się, że niekiedy można dojrzeć coś naprawdę bardzo intrygującego!


O tym, jak Canaletto maluje weduty

Kiedy w 1777 roku włoski malarz Bernardo Bellotto maluje obraz przedstawiający osiemnastowieczną ulicę Miodową nawet nie przypuszcza, że za 170 lat jego dzieło stanie się jedynym dokumentem, dzięki któremu będzie można odtworzyć wygląd Pałacu Branickich. 

Obraz z widokiem ulicy Miodowej jest jednym z cyklu 26 wedut warszawskich namalowanych przez Canaletta na specjalne zamówienie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Weduty to po prostu pejzaże miejskie przedstawiające widoki miasta - ogólne lub tylko fragmenty. Przy ich malowaniu artyści używali przyrządu optycznego zwanego camera obscura. Dzięki niemu weducista mógł dokładnie zarejestrować perspektywę i proporcje budynków. Polegało to na tym, że malarz kładł papier na szybie odbijającej odwrócony obraz widoku i odrysowywał go. Właściwy obraz malowany był już w pracowni. Cykl widoków Warszawy, czyli weduty warszawskie Canaletta znalazły się w specjalnie na ten cel przeznaczonej sali zwanej Prospektową. Dziś, w zrekonstruowanym Zamku Królewskim, sala ta nazywa się salą Canaletta i znajdują się w niej 22 z 24 wedut, które przetrwały do naszych czasów.

Na obrazie "Ulica Miodowa" Pałac Branickich znajduje się po prawej stronie:

Canaletto "Ulica Miodowa" (1777 rok)


Historia Pałacu Branickich w wielkim skrócie


Pałac Branickich został wybudowany w latach 40-tych XVIII wieku, a nazwę swą wywodzi od nazwiska pierwszego właściciela, którym był hetman wielki koronny Jan Klemens Branicki. Na przestrzeni dziejów pałac wielokrotnie zmieniał właścicieli i wygląd. Ale nie o tym, nie o tym. Oczywiście jeżeli kogoś z Was interesuje historia, jak pałac przechodził z rąk do rąk, to może poczytać o tym w wersji krótszej lub obszerniejszej.

We wrześniu 1939 roku Pałac Branickich został zbombardowany i całkowicie spłonął. A to, co ocalało zawaliło się w czasie Powstania Warszawskiego. Właśnie wtedy pod gruzami prawej oficyny zginęli żołnierze batalionu "Gustaw".


Na pierwszym planie ruiny Pałacu Branickich we wrześniu 1939 roku.
W tle kolumna Zygmunta i wypalony Zamek Królewski.

Po wojnie, w latach 1948-1949, ówczesny właściciel pałacu Franciszek Salezy Potocki odbudował oficynę od strony Podwala i Senatorskiej. Mógł to zrobić po tym, jak 23 lipca 1947 roku Urząd Likwidacyjny przywrócił mu prawa do pałacu. Potocki planował również odbudować sam pałac, zaczął nawet zbierać fundusze na ten cel sprzedając np. działki przy ulicy Sobieskiego. Jednak już w trakcie budowy w 1949 roku odebrano mu prawa do pałacu na podstawie "Dekretu z dnia 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m. st. Warszawy".


O tym, jak psikus Canaletta zwizualizowano

Po przejęciu działki władze miasta postanowiły kontynuować odbudowę. Opracowanie projektu zlecono architektowi Borysowi von Zinserlingowi. Sęk tylko w tym, że nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące wyglądu i wnętrz pałacu. Wobec braku jakichkolwiek fotografii, architekt odtworzył wygląd pałacu na podstawie obrazu Canaletta.

I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że odtworzył go razem z attyką i rzeźbami, których w rzeczywistości na pałacu nie było. Canaletto je po prostu domalował. Nie wiadomo, czy był to tylko zabieg estetyczny, czy jakiś projekt Belotta dotyczący udekorowania pałacu w rzeczywistości. W każdym razie Canaletto znany był z tego, że lubił swoje obrazy upiększać dodatkowymi elementami.


współczesny wygląd Pałacu Branickich (2013)

I tak na zrekonstruowanym Pałacu Branickich znalazła się attyka, a na niej rozmaite rzeźby alegoryczne, putta i panoplia. I w tym też nie byłoby nic takiego dziwnego, gdyby nie to, że wśród tych rzeźb znalazła się... małpa! Siedzi sobie spokojnie na rogu dachu od Miodowej i Senatorskiej i trzyma kiść bananów w jednej dłoni, a drugą ma podniesioną tak, jakby chciała do nas pomachać:



Ale to jeszcze nie wszystkie ciekawostki. Oprócz małpy, na attyce znajduje się jeszcze jedna bardzo intrygująca rzeźba. Wygląda trochę, jak skrzyżowanie psa ze smokiem, a u jej nóg siedzi żaba sięgająca do medalionu, który pół smok pół pies ma zawieszony na szyi:


Co oznaczają te symbole? Nie wiadomo. Ta zagadka pozostaje jeszcze do rozwiązania :)


Inne ciekawostki związane z Pałacem Branickich i malarzem Canaletto:

1. Na obrazie z ulicą Miodową widać osiemnastowieczną tabliczkę z nazwą ulicy. Wówczas były to kamienne tablice z wyrytą nazwą.
2. Od 1818 roku w Pałacyku Puzynowskim (Podwale 5) działała założona przez kupców greckich kaplica prawosławna, która funkcjonowała niezmiennie aż do 1944 roku. Ponownie cerkiew w tym miejscu pojawiła się dopiero w 2002 roku, kiedy to PAKP odzyskał prawa do posesji (w linku przejmujące wspomnienia sanitariuszek z baonu Gustaw)
3. W XIX wieku na parterze części głównej Pałacu Branickich (z wejściem od Miodowej) mieściła się restauracja Szymona Covota, która słynęła m.in. z urządzenia zwanego Kosmoramą. W Kosmramie pokazywano widoki miast za pomocą szkieł powiększających.
4. Obrazy Canaletta były również podstawą do rekonstrukcji innych zabytków, takich jak: Pałac Krasińskich, Pałac Biskupów Krakowskich i kamienica Ignacego Nowickiego (zwana również kamienicą Johna).
5. Od 2008 roku na Krakowskim Przedmieściu znajdują się zatopione w kubikach reprodukcje czterech obrazów Canaletta z widokami Traktu Królewskiego. Dzięki nim stojąc na ulicy można porównać jej współczesny wygląd z osiemnastowiecznym.



zdjęcia współczesne: Marcin Kwil
zdjęcie archiwalne: warsawtour.pl
obraz Canaletta: wikipedia

niedziela, 18 października 2015

Tramwajem na Kasprowy, czyli Tatr w Warszawie część druga


A co Wy na to, jeśli Wam powiem, że Chmielna to warszawskie Krupówki, albo, że najbliższa dolna stacja na Kasprowy znajduje się już na Żoliborzu? Albo, że na przełomie wieków XIX i XX Tatry były już widoczne ze Skarpy Wiślanej? No dobra, z tymi Krupówkami to trochę przesadziłam;)



Kolejka na Kasprowy

Jeżeli ktoś nie wybiera się w góry, a chciałby zobaczyć, jak wygląda budynek dolnej stacji kolejki linowej na Kasprowy Wierch, śmiało może udać się na Żoliborz, najlepiej tramwajem do Placu Wilsona. W zacisznym miejscu, na tyłach Fortu Sokolnickiego, z adresem od ulicy Czarnieckiego, stoi budynek przypominający ten w Kuźnicach. Mało tego, jest to willa! 


dolna stacja kolejki na Kasprowy, lata 50-te

Cechą charakterystyczną budynku stacji w Kuźnicach jest prosta, monumentalna forma, na którą składają się otwarty portyk o smukłych słupach i szeroko założone dojścia. Podobne rozwiązanie można spotkać w budynku przy Czarnieckiego. Mamy tu wysokie schody wejściowe, nad którymi jest płaski dach wsparty na smukłych kolumnach. 

To nie przypadek. Autorem planów willi jest Aleksander Kodelski, który wspólnie z żoną Anną zaprojektował stacje kolejki na Kasprowy. Kolejna ciekawostka: w 1936 roku, czyli w tym samym, w którym zakończono budowę i oddano do użytku kolejkę na Kasprowy Wierch architekt stworzył willę w celu uczczenia budowy kolei.

Czarnieckiego 53, wejście 

Willa przy Czarnieckiego 53 to modernizm w stylu Le Corbusiera z elementami klasycyzmu. Ciekawostką jest to, że budynek spełniał normy przeciwlotnicze. Może właśnie dlatego nie doznał większych zniszczeń w czasie II wojny światowej. 

willa przy Czarnieckiego 53


Zakopane w centrum Warszawy

Zakopane ma swoje Krupówki, a Warszawa ulicę Chmielną. To właśnie tu pod numerem 30 jest kamienica stylem przypominająca te zakopiańskie. Chociaż w Warszawie, w okresie narastania fascynacji Zakopanem i Tatrami, powstało trochę willi w stylu zakopiańskim, to jednak ta zasługuje na specjalną uwagę ze względu na lokalizację. 


Chmielna 30 w 1907 roku

Kamienica na Chmielnej powstała w latach 60-tych XIX wieku i wtedy był to zwykły, niczym nie wyróżniający się dwupiętrowy budynek. Dopiero kolejna właścicielka postanowiła nadać jej oryginalnego góralskiego charakteru. I tak po przebudowie w 1906 roku kamienica zaczęła wyglądać, jak drewniane kamienice z zakopiańskich Krupówek. Oprócz tak prozaicznej zmiany, jak dodanie jednego piętra, poprzez bardziej nietypowe ozdobienie osi głównej zwieńczeniem w postaci trójkątnego szczytu, po całkowitą zmianę wyglądu fasady dzięki wykończeniu zdobieniami charakterystycznymi dla stylu zakopiańskiego.

wschodzące słońce

Twórcą stylu zakopiańskiego jest Stanisław Witkiewicz (ojciec Witkacego). Ideą powstania stylu było stworzenie ogólnonarodowego stylu zakorzenionego w stylu góralskim z Podhala. Witkiewicz połączył tradycyjne budownictwo górali podhalańskich z elementami secesji. Wzornictwo góralskie obfituje w staranne wykończenia i liczne dekoracje rzeźbiarskie. Do najbardziej popularnych motywów zdobniczych stylu zakopiańskiego należą typowo podhalańskie elementy, takie jak: pazdur, słoneczko (wschód słońca), sześcioramienna gwiazda, krzyżyk, pies, ryś, a także ornamenty roślinne: limba, paproć, leluja, mak.


motyw roślinny - leluja


Gdzie jeszcze możemy znaleźć motywy góralskie?

Poszukiwanie motywów góralskich w Warszawie, to fascynująca sprawa. Oczywiście jest jeszcze kilka miejsc, w których możemy na nie natrafić. Jedne z nich, to obiekty w całości nawiązujące do stylu zakopiańskiego, takie jak: najstarsza na Saskiej Kępie drewniana willa przy Walecznych 37 lub willa na dalekim Aninie przy IX Poprzecznej 1.

Inne tylko detalami nawiązują do motywów góralskich, jak np. reliefy na ryzalicie fasady banku BGK, czy postacie górali na śródmiejskiej kamienicy przy Mokotowskiej 57. Dodatkową ciekawostką jest to, że kamienica przy Mokotowskiej nosi nazwę Krakowiacy i Górale. Podobnie jak Dom Zakopiański przy Kaniowskiej 21, który tylko nazwą i ogólnym wyglądem nawiązuje do zakopiańskich.

Niezłą ciekawostką jest też zabytkowy kościół Zmartwychwstania Pańskiego znajdujący się na Targówku Fabrycznym przy Księcia Ziemowita 39. Bryła budynku również nawiązuje do stylu zakopiańskiego. Jednak największą ciekawostką jest to, że ołtarze zaprojektował... sam Stanisław Witkiewicz.


O  panoramie Tatr, którą można było dojrzeć już z Warszawy oraz o innych zakopiańskich ciekawostkach niebawem w części trzeciej:)


źródła zdjęć: fotopolska.eu (1), warszawa.wikia.com (2), wczorajidzis.blogspot.com (3), 
warszawa1939.pl (4), otowarszawa.blogspot.com (5), (6)

niedziela, 25 stycznia 2015

Skocznie narciarskie w Warszawie


Sezon skoków narciarskich w pełni. Warto zatem przypomnieć, że to Warszawa, a nie Zakopane czy Wisła, była kiedyś polską stolicą tego widowiskowego sportu. Odbywały się tu też międzynarodowe zawody pod intrygującą nazwą - Turniej Trzech Skoczni!




Skocznia Skarpa

Najbardziej znaną warszawską skocznią jest Skarpa, która znajdowała się na Mokotowie przy ulicy Czerniowieckiej 3. Nazwa pochodzi od miejsca - zeskok usytuowany był na zboczu skarpy wiślanej. Obiekt oddano do użytku w 1959 roku. Punkt konstrukcyjny znajdował się na 38 metrze. Dzisiaj wielkość tej skoczni może nie robić wrażenia, ale jak na lata 50. był to supernowoczesny obiekt spełniający wymagania stawiane organizacji zawodów w klasie międzynarodowej. Skarpa, jako jedyna w Polsce, pokryta była matami igelitowymi i wyposażona w sztuczne oświetlenie. Była to też pierwsza na świecie skocznia wzniesiona w eksperymentalnej konstrukcji kablobetonowej. Całość zaprojektował zespół inżynierów pod kierunkiem architekta Jeremiego Strachockiego. Gospodarzem obiektu było Warszawskie Towarzystwo Narciarskie.


1. makieta skoczni

Skocznia miała solidną żelbetową konstrukcję, dzięki czemu, nawet w dniu rozbiórki spłatała figla i nie chciała się tak łatwo dać zburzyć. Obiekt składał się z wieży i trzech podpór pod rozbiegiem. Podstawą konstrukcji wieży był powtarzalny moduł złożony z trzech elementów żelbetowych - tę konstrukcję wykorzystano jako poligon doświadczalny dla potrzeb budownictwa przemysłowego. Z modułów tych wzniesiono 7 kondygnacji o łącznej wysokości 34 metrów. Ciekawostką jest to, że mokotowska skocznia stanowiła zarazem prototyp prefabrykowanego budynku mieszkalnego w konstrukcji szkieletowej o maksymalnie dziesięciu kondygnacjach. Doświadczenia z tej budowy przydały się później w masowym budownictwie mieszkalnym. Trzy platformy startowe pozwalały na korzystanie z trzech długości rozbiegu (najdłuższy 55 metrów). Dystans ten pozwalał na osiąganie skoków o długości do 45 m. Bezpośrednio pod skocznią zawody mogło obserwować nawet 7 tysięcy widzów.


2. budowa skoczni, 1955 rok

Jako w pełni funkcjonalny obiekt sportowy, skocznia służyła aż do lat 80. XX wieku. Na początku wykorzystywana była tylko w sezonie letnim, ponieważ nie znano jeszcze sposobu na utrzymanie śniegu na nawierzchni igelitowej. Do lat 70. stanowiła ważny ośrodek treningowy skoczków narciarskich, była stałym miejscem przygotowań reprezentacji Polski. Na skoczni Skarpa odbywały się cykliczne konkursy o Mistrzostwo Warszawy. Rozgrywano też zawody Turnieju Trzech Skoczni (pozostałe dwa obiekty, na których rywalizowano znajdowały się w Pradze i Budapeszcie). Skakali tu między innymi: Wojciech Fortuna (złoty medalista olimpijski z Sapporo), Zdzisław Hryniewiecki, Władysław Tajner i Stanisław Pawlusiak (v-ce mistrz świata z Zakopanego z 1962 roku). Autorem najdłuższego skoku w historii skoczni jest Janusz Duda, który osiągnął 48 metrów. Jednak jako oficjalnego rekordzistę obiektu podaje się Antoniego Łaciaka, który skoczył tu na odległość 40,5 m. 


3. skocznia w czasach swojej świetności, lata 60-te

Z biegiem lat obiekt tracił na znaczeniu. Po pierwsze: igelitem zaczęto pokrywać także skocznie na południu Polski, a po drugie: skocznia o punkcie K-38 stała się po prostu za mała na obiekt treningowy dla zawodników wysokiej klasy (seniorów)Ostatnie zawody odbyły się tutaj w 1989 roku i w tym też roku obiekt zamknięto. Od tej pory skocznia stopniowo niszczała. Kiedy w latach 90. od konstrukcji zaczęły odpadać fragmenty betonu z wysokości kilkudziesięciu metrów, zapadła decyzja o demontażu górnej połowy rozbiegu. Usunięto też maty igelitowe. Z powodu braku funduszy nie nastąpiła jednak całkowita rozbiórka skoczni. Przez wiele lat obiekt dalej niszczał. W 2010 roku ekspertyza wykazała, że skocznia grozi zawaleniem i jeszcze w grudniu tego samego roku zdemontowano wieżę startową. Ostatecznie skocznię rozebrano w marcu 2011 roku.


4. kwiecień 2010, ostatnie miesiące skoczni


Pozostałe skocznie warszawskie i podwarszawskie:

Pierwsza skocznia narciarska w Warszawie powstała w latach dwudziestych XX wieku w parku Agrykola. Niestety, w czasie II wojny światowej podzieliła los wielu obiektów i została zniszczona. Na szczęście, w 1952 roku skocznię odbudowano wg projektu inżyniera Mieczysława Samka. Był to niewielki obiekt o punkcie konstrukcyjnym K-20. Posiadał drewnianą wieżę rozbiegową, drewnianą wieżyczkę sędziowską i pozwalał na oddawanie skoków na odległość ponad dwudziestu metrów. Jednak takie odległości osiągali tylko zawodowcy. Rekord skoczni należy do zakopiańczyka Władysława Gąsienicy Roja (akademickiego mistrza świata z 1957 roku), który uzyskał na niej 25 metrów. Gospodarzami skoczni byli członkowie klubu sportowego Skra. Ciekawostką jest fakt, że w przypadku braku śniegu dostarczano go z chłodni znajdującego się w pobliżu lodowiska na Torwarze. Skocznia istniała do lat 70., w ostatnim okresie istnienia służyła wyłącznie amatorom i entuzjastom zjeżdżania na sankach. Później została rozebrana ze względu na odbudowę Zamku Ujazdowskiego. Dzisiaj widoczne jest jeszcze stare zbocze zeskoku.


5. skocznia w parku Agrykola, 1954 rok

Kolejne dwie warszawskie skocznie narciarskie znajdowały się w Lasku Bielańskim. Były to jeszcze skromniejsze obiekty niż ten na Agrykoli. Jedna miała punkt konstrukcyjny K-5, druga K-15. Korzystali z niej przede wszystkim studenci AWF i członkowie żoliborskiego Klubu Spójnia. Większa skocznia znajdowała się na krawędzi wąwozu niedaleko ulicy Marymonckiej i przeznaczona była dla zaawansowanych skoczków, bowiem umożliwiała kilkunastometrowe skoki. Drugą skocznię przeznaczono dla początkujących narciarzy i znajdowała się w pobliżu bramy wejściowej od Marymontu.


fragment Bielan z planu Warszawy wyd. w 1962 roku, 
w prawym dolnym rogu zaznaczona jest skocznia narciarska

Warto jeszcze wspomnieć o skoczniach podwarszawskich, chociaż o nich nie można znaleźć zbyt wielu informacji. Jedna z takich skoczni powstała jeszcze przed wojną w Otwocku. Była oczywiście, podobnie jak ta na Agrykoli, drewniana. Znajdowała się  w rejonie ulic Reymonta i Tatrzańskiej na dużej, zalesionej wydmie Meran, która jest jednym z najwyższych punktów w w okolicy (125,4 m n.p.m.). O drugim podwarszawskim miejscu wspomina Robert Gawkowski w Encyklopedii Klubów Sportowych Warszawy wymieniając miejsca, w których odbywały się konkursy skoków narciarskich. Okazuje się, że Warszawski Klub Narciarski organizował konkursy skoków narciarskich jeszcze przed wojną. Pierwszym miejscem były Bielany, drugim - "lasy koło Jabłonny". Swoją drogą, ciekawe, czy w tych miejscach można odnaleźć jeszcze jakieś ślady po skoczniach?


Ciekawostki filmowe związane ze skocznią Skarpa:
1. Skocznia Skarpa "zagrała" epizod w filmie "Bariera" Jerzego Skolimowskiego. Główny bohater grany przez Jana Nowickiego zjeżdża z zeskoku skoczni na walizce zawierającej cały jego dobytek.


6. ekipa filmowa na skoczni Skarpa w czasie zdjęć do filmu "Bariera", 
reżyser Jerzy Skolimowski pierwszy z lewej z megafonem

2. Zdjęcia do filmu "Eroica" Andrzeja Munka były kręcone m.in. na Wierzbnie, w okolicy budującej się dopiero skoczni, co widać na załączonym obrazku:


7. 1957, miejsce kręcenia filmu "Eroica" Andrzeja Munka



źródła zdjęć:
1. fot. A. Funkiewicz, sztuka.net
2. fot. Zenon Zieliński, sztuka.net
3., 4., 7. fotopolska.eu
5. werttrew.fora.pl
6. fot. Jerzy Troszczyński, Fototeka FN

lektury:
Krzysztof Blauth - Tereny narciarskie w Warszawie, Stolica 1954 nr 6
Adrian Dworakowski - Przewodnik po polskich skoczniach
Robert Gawkowski - Encyklopedia Klubów Sportowych Warszawy, WUW 2007
Paweł Giergoń - Warszawa - Skocznia narciarska na Wierzbnie, sztuka.net
Marta Leśniakowska - Architektura w Warszawie. Lata 1945 - 1965, Arkada Pracownia Historii Sztuki, Warszawa 2003
Radek Molenda - Skocznia widmo, Idziemy 2010
Franciszek Ksawery Sawicki - Wycieczki narciarskie w okolice Warszawy, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1953
Skocznia narciarska na Wierzbnie, Stolica 1955 nr 35
Jeremi Strachocki - Skocznia narciarska w Warszawie, Architektura 1956 nr 1
Wojciech Szatkowski - Od Marusarza do Małysza, Fall, Zakopane 2004
Wojciech Szatkowski - Encyklopedia skoków narciarskich 2004
Warszawski Klub Narciarski - 50 lat narciarstwa warszawskiego 1923 - 1973, Instytut Wydawniczy CRZZ, Warszawa 1973


http://eela1.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?21489
http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/to-bylo-jak-skakanie-ze-szczytu-miasta/7kj08
https://pl-pl.facebook.com/TuByloTuStalo/photos/a.143248895749927.36285.134288759979274/693497647391713/
https://pl-pl.facebook.com/aparatikapelusz/photos/a.334576066707769.1073741826.334574566707919/355442577954451/?type=1

piątek, 17 października 2014

Pabla Picassa piórkiem i węglem, czyli historia dwóch syrenek, które wszystkim się mylą


Na pewno większość z Was słyszała historię o tym, jak Pablo Picasso narysował syrenkę w pewnym mieszkaniu na Kole. Podejrzewam jednak, że już nie każdy słyszał o dwóch syrenkach Picassa. Jeszcze mniej osób wie, który z wizerunków przedstawia tę słynną z Koła. A już prawie nikt nie wie, jaki jest jej adres. Najwyższa pora rozwikłać tę tajemnicę!


Gdzie Picasso ogląda zachód nad gruzami Warszawy?


W sierpniu 1948 roku hiszpański malarz Pablo Picasso uczestniczy w odbywającym się we Wrocławiu Światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju. Do Polski dotarł zorganizowanym specjalnie dla niego samolotem. Warto dodać, że pierwszy raz w życiu oglądał świat z takiej perspektywy, bowiem nigdy wcześniej nie leciał samolotem. W tej pierwszej powietrznej podróży najbardziej zachwyciło go to, że świat z góry wygląda tak, jak na kubistycznym obrazie. Po skończonym kongresie udaje się do Warszawy, tym razem już pociągiem.

W Warszawie Picasso fetowany jest niemalże jak głowa państwa. Prezydent Bolesław Bierut odznacza go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że było to jedno z niewielu odznaczeń państwowych, jakie malarz przyjął. A ówczesne władze Warszawy wydają przyjęcie na cześć Picassa. Kolacja odbywa się na dwupoziomowym tarasie-dachu "Szklanego Domu" przy ul. Mickiewicza 34/36. Podobno stamtąd malarz oglądał zachód słońca nad Warszawą. Pamiętajmy, że był to rok 1948, więc widok z dachu na zburzoną Warszawę musiał robić ogromne wrażenie!


O tym, jak Pablo Picasso uaktualnił herb Warszawy

Przewodnikiem Picassa po Warszawie jest Helena Syrkusowa. W jej pracowni malarz ogląda plany i rysunki osiedla WSM na Kole, które Syrkusowa zaprojektowała wraz z mężem. I tak oto 3 września 1948 roku Picasso trafia na osiedle na Kole. Tam wprawdzie prace budowlane jeszcze trwają, ale część budynków jest już wykończona. Picasso zwiedza kilka mieszkań i budynków, które bardzo mu się podobają. Mieszkania chwali za funkcjonalizm, a budynki za ładny i oryginalny wygląd. Najbardziej jednak fascynuje go pomysł na materiał, z którego powstają nowe domy. Otóż całe to osiedle jest budowane ze specjalnych płyt przetworzonych z gruzu. W pewnym momencie Picasso wyjmuje z kieszeni węgiel i na ścianie małego przeznaczonego już do odbioru mieszkania rysuje syrenkę. Nie byłby jednak sobą, gdyby czegoś nie zmienił - zamiast miecza wkłada jej do ręki młot. Rysunek był znacznych rozmiarów (1,8 m na 1,7 m) i zajął prawie całą ścianę.


syrenka z Koła


Osiedle na Kole zostaje wykończone i do mieszkania z syrenką wprowadza się młode małżeństwo - państwo Sawiccy. Początkowa radość związana z obcowaniem na co dzień z dziełem Picassa stopniowo ustępuje zniechęceniu, aż w końcu mieszkańcy proszą spółdzielnię o przeniesienie lub zamalowanie syrenki. I nie ma się co dziwić - bywają dni, kiedy przez ich małe jednopokojowe mieszkanie z kuchnią i wnęką sypialną przewija się nawet do 400 osób! Każdy by miał dość. W końcu przychodzi pisemna zgoda na zamalowanie syrenki:

"Ob. Franciszka Sawicka.

Zarząd WSM nie stawia przeszkód w odnowieniu lokalu nr 28 przy ul. Deotymy 48 i wyraża zgodę na zamalowanie Syreny wymalowanej na ścianie pokoju przez artystę malarza Pikacco. (pisownia oryginalna!) Polecenie telefoniczne tow. Wyrzykowskiego w dniu 12.VIII.1953.

WSM Osiedlowe Warsztaty Naprawcze nr 2 na Kole"

I tak oto w roku 1953 Syrenka Picassa zostaje zmyta mydłem i zamalowana. Niestety, nie wiadomo kiedy, ale Syrenka została skuta razem z tynkiem, ponieważ w listopadzie 1969 dokonano ekspertyzy muru przy pomocy promieni podczerwonych i okazało się, że po rysunku nie ma nawet śladu.


Zamieszanie z adresem, czyli jak namierzyć syrenkę

Najwięcej kłopotów sprawia ustalenie właściwego adresu. W książce "Picasso w Polsce" wydanej w 1979 roku podane są dwa adresy: Deotymy 4 m. 28 i Deotymy 48 m. 28. Od pewnego czasu w różnych źródłach pojawia się również adres ks. Sitnika 4 m. 8. Dlaczego jest aż tyle różnych adresów? Wbrew pozorom, rozwiązanie zagadki jest proste. Jak zwykle, w takiej sytuacji najbardziej przydatne są stare plany Warszawy :) Otóż adres tego budynku zmieniał się kilkakrotnie. Na samym początku wszystkie bloki tej części osiedla miały adres Deotymy. 

fragment planu z 1955 roku

Dopiero po ukończeniu osiedla lokalnym uliczkom nadano nazwy. Blok z syrenką Picassa otrzymał adres Estery Stróżeckiej 4. A już we współczesnych czasach, w 1994 roku, w ramach dekomunizacji ulic, nazwę Stróżeckiej zmieniono na Księdza Jana Sitnika. Prawdopodobnie adres Deotymy 4 m. 28 to zwykła pomyłka Heleny Syrkusowej. Natomiast pozostałe dwa adresy są właściwe, tylko każdy obowiązywał w innych czasach.


Skąd się wzięła druga syrenka?


O syrence z Koła wiadomo było od początku. Istnienie drugiej syrenki wyszło na jaw dopiero po 15. latach. W październiku 1969 roku, we francuskiej edycji miesięcznika "Polska" pojawiło się wspomnienie romanistki Claire Nicolas. Zilustrowaniem tego materiału zajmował się polski grafik Lech Zahorski, który znalazł reprodukcję Syrenki, ale bez podanego źródła. I co się wtedy okazało? Otóż okazało się, że owszem, jest to Syrenka z młotkiem w dłoni, autorstwa Picassa, ale - nie ta sama. I to właśnie wizerunek tej drugiej syrenki jest dzisiaj powszechnie znany jako Syrenka Picassa. W dodatku, często mylnie nazywany Syrenką z Koła...

Druga syrenka Picassa wygląda tak: 


syrenka z albumu

A skąd się wzięła? Wyjaśnieniem zagadki zajął się młody historyk sztuki Wojciech Krysztoforski, który przez wiele lat drążył temat, z dotarciem do samego Picassa włącznie. Dopiero w kwietniu 1975 roku przez przypadek okazało się skąd się wzięła druga syrenka. Okazuje się, że dzień później - 4 września (czyli dzień po zwiedzaniu osiedla na Kole) podczas obiadu u ówczesnego prezydenta Warszawy - prof. Stanisława Tołwińskiego Picasso rysuje drugą syrenkę. Tyle tylko, że już nie na ścianie, a w albumie pamiątkowym i nie prawie dwumetrową, tylko skromniejszą o wymiarach 21 na 29 cm. Oprócz wielkości, syrenka ta znacznie różni się od swojej bliźniaczki z Koła. Jedyną cechą wspólną, jaka charakteryzuje obie syrenki jest to, że trzymają młot zamiast miecza.


lektury:
"Picasso w Polsce" - pod red. Mieczysława Bibrowskiego (Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979)
frontwola.blogspot.com/picasso-na-kole

źródło zdjęć: 
"Picasso w Polsce" - pod red. Mieczysława Bibrowskiego (Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979)

mapa: trasbus.com

sobota, 22 marca 2014

Windą na Giewont, czyli Tatry w Warszawie (część 1)


Wszyscy wiedzą, gdzie jest Morskie Oko, ale czy ktoś z Was kiedykolwiek słyszał o Giewoncie w Warszawie? Mamy też willę wyglądem nawiązującą do dolnej stacji kolejki na Kasprowy i w samym sercu miasta kamienicę przypominającą budynki z zakopiańskich Krupówek.


Ile właściwie mamy Morskich Ok?

Obecnie w Warszawie są trzy, a nawet cztery, Morskie Oka. Te trzy bardziej znane to: park Morskie Oko, staw Morskie Oko i ulica Morskie Oko. Dla każdego coś miłego. Zarówno park, jak i ulica, nazwę swą wzięły od stawu. Wszystkie trzy znajdują się niedaleko siebie, na Mokotowie. Czwarte, kompletnie nieznane warszawskie Morskie Oko znajduje się aż w dalekim Wawrze przy ulicy Napoleona Bonaparte. Oczywiście jest to jeziorko. Jeziorko to było świadkiem bitwy o Falenicę w 1939 roku.


Staw Morskie Oko:

Staw Morskie Oko to glinianka. Nazwa nawiązuje oczywiście do kształtu tatrzańskiego stawu. Z warszawskim Morskim Okiem wiążą się różne legendy miejskie, wszystkie one mają jednak wspólny temat: pojazdy zatopione na dnie stawu. Sugerując się legendami, staw musi być bardzo głęboki, ponieważ na jego dnie musiałby się zmieścić: samochody, wozy razem z końmi, a nawet czołgi z czasów II wojny światowej. Wprawdzie dno przeszukali nurkowie, lecz nie znaleźli żadnego ze wspomnianych pojazdów. Niewykluczone jednak, że któraś z tych legend jest prawdziwa, bowiem dokładne zbadanie dna nie jest możliwe ze względu na muł i grubą warstwę śmieci. Najbardziej prawdopodobną legendą może być ta o zatopionych wozach z koniami (niestety), bowiem w latach 1946 - 1959 na górze skarpy przy ulicy Dworkowej, tuż nad glinianką, funkcjonował główny bazar Mokotowa.


na górze bazar mokotowski, na dole staw w 1957 roku


Park Morskie Oko:

Park Morskie Oko to jeden z ciekawszych parków zarówno ze względu na historię, jak i malownicze ukształtowanie terenu. Położony jest na Skarpie Warszawskiej i dzięki temu rozciągają się z niego piękne widoki. Obecną nazwę oficjalnie otrzymał w roku 1960. Było to już po likwidacji bazaru. Wtedy teren zrekultywowano i założono park, jednocześnie oczyszczając gliniankę. W części dolnej pojawiły się wybetonowane jeziorka. Latem pośrodku największego z nich tryska fontanna. Ale nie tylko nazwa, również współczesny wygląd i kształt parku, to także czasy powojenne, bowiem w czasie II wojny światowej park został poważnie zniszczony. Zachowały się tylko Domek Mauretański  (wcześniej Glorietta Flamandzka), Domek Gotycki (Gołębnik - neogotycka wieża z zegarem i bramą prowadzącą do parku) i Mauzoleum Szustrów.

staw i park Morskie Oko o świcie (w tle niewidoczna ulica Chocimska - pomiędzy wierzbami) 2013

Ale to nie znaczy, że park pojawił się dopiero po wojnie. Otóż w tym miejscu już w XVIII wieku istniał park, lecz wyglądał zupełnie inaczej. Wówczas tereny te należały do księżnej Izabeli (a właściwie Elżbiety) z Czartoryskich Lubomirskiej. Księżna postanowiła w tym miejscu wybudować pałac i założyć park w duchu romantycznym. Do projektów zaprosiła najlepszych ówczesnych architektów. I tak, pod kierunkiem Efraima Szregera powstał klasycystyczny pałac, natomiast park według projektu Szymona Bogumiła Zuga. Powstał typowy romantyczny park (romantyczne założenie ogrodowo-pałacowe), gdzie w dużą przestrzeń ogrodu zaaranżowaną tak, aby przyroda pozostawała w stanie naturalnym i sprawiała wrażenie dzikiej wkomponowano ruiny, groty, fantazyjne budowle. Park został nazwany Mon Coteau (moje wzgórze). Jest nawet hipoteza, że to od tej nazwy wzięła nazwę późniejsza dzielnica Mokotów. 

"Widok ruin kończących ogród Mokotowski  z widokiem na Belweder i Zamek Ujazdowski"
akwarela Zygmunta Vogla z 1790 roku 
(więcej info na temat obiektów widocznych na akwareli)

Z czasami księżnej Izabeli wiąże się niezwykła ciekawostka. Otóż w 1805 roku w Gloriecie Flamandzkiej w wielkiej tajemnicy zamieszkała wyjątkowa para - król Ludwik XVIII z żoną Marią Józefiną. Para królewska znalazła schronienie w Warszawie po ucieczce z Francji ogarniętej rewolucją.

Kolejni właściciele przebudowywali i park i budynki. O tych przeróbkach posiadłości i o kolejnych właścicielach można poczytać tutaj. Dodam tylko, że przełomem w dziejach parku była druga połowa XIX wieku, kiedy to w dolnej części parku przy Belwederskiej powstaje Park Rozrywki Promenada. Atrakcją są m.in. takie rozrywki jak: koncerty, przedstawienia teatralne, karuzele, strzelnice, słup nasmarowany tłuszczem, a nawet walki kobiet!


Ulica Morskie Oko:

Od lat 60-tych XX wieku mamy też ulicę Morskie Oko. Przed wojną nazywała się Koracjego, a po wojnie przez chwilę - Corazziego. Ulica jest bardzo oryginalna. Zaczyna się bramą w Domku Gotyckim (Gołębnik) a kończy w parku. Adres Morskie Oko ma Pałac Szustra. Przy ulicy Morskie Oko 5 stoi też owiana legendą willa Arpada Chowańczaka, znanego jako "król futer". Willa została zbudowana w 1928 roku i wyszła cało z pożogi wojennej. W czasie wojny ówczesny właściciel Jan Daniel Chowańczak ukrywał tu swoich pracowników pochodzenia żydowskiego. Ponadto przed powstaniem był tu punkt konspiracji, a właściciel z własnych środków skupował broń dla powstańców. 6.08 zdobyta przez 3 Pluton I Pułku Szwoleżerów, nigdy nie została zdobyta przez Niemców (pomimo jednej osoby zabitej i wielu ciężko rannych). Z willą wiąże się historia powstańcza o młodej kobiecie o imieniu Hanka, która znalazła w willi schronienie i zakochała się w rannym powstańcu. Pewnego dnia wyszła do ogrodu i zbierając dla ukochanego róże została zastrzelona.


willa Chowańczaka w jej najlepszych czasach


Windą na Giewont? Czemu nie.


Ale gdzie jest Giewont? A no właśnie. Otóż Giewont jest niedaleko, właściwie rzut beretem. Znad Morskiego Oka prosto na Giewont prowadzi ulica Chocimska. I taki też jest jego adres, bowiem warszawski Giewont to... kamienica! Wybudowano ją w latach 30-tych XX wieku w stylu modernistycznym. To duża kamienica 4/5 piętrowa, składająca się z trzech skrzydeł, ozdobiona półcylindrycznymi wykuszami i pionową wstęgą okna klatki schodowej. 

Na temat pochodzenia tej nazwy istnieje kilka opowieści. Na przykład jedna opowiada o tym, jak to rzeźbiarz i miłośnik gór Pius Weloński szukając miejsca pod odlewnię rzeźb, zachwycił się tym miejscem i nazwał je "Giewontem", ponieważ malownicze, kamieniste wysypiska pocegielniane ciągnące się wzdłuż skarpy przypominały mu znajome profile z Tatr. Jednak ta historia, to tylko legenda. W XIX wieku cała parcela (obecne numery 29 i 31) nosiła nazwę Osada Giewont. A nazwa ta wzięła się od nazwiska ówczesnego właściciela parceli - Matjasa Gewonta, zajmującego się produkcją pieców ceramicznych. 


warszawski Giewont - Chocimska 31

Po wybudowaniu kamienicy niemal natychmiast pomieszczenia parterowe wynajęto spółkom akcyjnym, takim jak: "Budowa Nowoczesnych Dróg" i "Electrometre". Pierwsza z nich budowała szosy wylotowe z Warszawy i przymierzała się do budowy pierwszych w Polsce autostrad... W warszawskim Giewoncie zamieszkali też zacni ludzie: Aleksander Woytkiewicz - przedwojenny naczelnik Wydziału Prezydialnego Ministerstwa Skarbu, inż. Adolf Weisblat - twórca lubelskich wodociągów czy Irena Skowronkówna (po mężu Słońska) - zajmująca się literaturą dziecięcą. Opracowała m.in. wybór wierszy Stanisława Jachowicza "Pan kotek był chory" i Marii Konopnickiej "Co słonko widziało". Na pewno niejedno z Was miało którąś z tych książeczek :) Niestety wśród tych pozytywnych postaci znalazł się i czarny charakter - Józef Goldberg, po wojnie znany jako Różański - pracownik NKWD i MBP, wyjątkowa kanalia, bezpośrednio odpowiedzialna za skazanie i śmierć rotmistrza Pileckiego. Ale żeby historii kamienicy nie zostawić na tak niefajnej postaci, to warto jeszcze wspomnieć, że w tym budynku w latach 1946 - 1956 mieściła się redakcja tygodnika "Stolica" (dziś miesięcznika).

Nie martwcie się zatem, jeżeli ktoś z Was nie był na Giewoncie tym tatrzańskim. Zawsze można wejść na ostatnie piętro tego naszego warszawskiego i powiedzieć, że się było na Giewoncie. A widok z niego jest wspaniały.


Inne warszawskie ciekawostki związane z hasłem Morskie Oko:

1. W parku znajduje się Pomnik Żołnierzy "Baszty" - upamiętnia tragiczną historię z czasów Powstania Warszawskiego. Pomnik znajduje się niedaleko włazu do kanałów, którym wyszli zagubieni w kanałach powstańcy po kilkunastu godzinach błądzenia. Niestety trafili prosto w ręce Niemców. Wszystkich 140 powstańców rozstrzelano. Pomnik składa się z dwóch części. Jedna to obelisk, druga to namalowane na chodniku białe ślady, które wiodą od pomnika w kierunku włazu, którym wyszli powstańcy.
2. Codziennie o godz. 17.00 z wieży zegarowej Gołębnika na pamiątkę Powstania Warszawskiego rozbrzmiewa Marsz Mokotowa.
3. Przed II wojną światową przy ulicy Dworkowej w miejscu, gdzie dzisiaj jest park był plac o nazwie... No właśnie, jaką inną mógł mieć, jak nie Morskie Oko!


O stacji na Kasprowy i warszawskich Krupówkach wkrótce w części drugiej.


Wielkie dzięki dla pana Szymona z Architektury Mokotowa za pomoc w wyszukiwaniu informacji i ciekawostek do tego tekstu!


źródła zdjęć: Architektura Mokotowa (1, 2), pinakoteka.zascianek.pl (3), Jerzy Kasprzycki - "Korzenie miasta", tom 4 (Veda, Warszawa 2004) (4), Marcin Kwil (5)

niedziela, 15 września 2013

Davida Bowiego spacerek po Warszawie, czyli historia powstania piosenki Warszawa


W latach 70. XX wieku brytyjski muzyk David Bowie przejeżdżając przez Warszawę skorzystał z postoju pociągu i wybrał się na krótki spacer. O tym, że był w Warszawie, świat dowiedział się w 1977 roku, kiedy wyszła płyta "Low" z utworem "Warszawa". Istnieją dwie wersje tej tajemniczej wizyty, które nie zgadzają się ze sobą czasowo, ale zgadzają się co do sedna historii.




Pierwsza wersja zaczyna się pod koniec kwietna 1973 roku, kiedy David Bowie (znany wówczas jako Ziggy Stardust) kończy turnee po Japonii. Muzyk postanawia wrócić do Anglii koleją. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze - panicznie boi się latania samolotem (twierdzi, że miał wizję śmierci w katastrofie lotniczej), a po drugie - chce zobaczyć kraje za żelazną kurtyną. Aby zrealizować swój plan udaje się do Chabarowska, gdzie wsiada do pociągu Kolei Transsyberyjskiej. W ten sposób 30 kwietnia dociera do Moskwy. W stolicy ówczesnego ZSRR spędza kilka dni zwiedzając miasto, obserwując ludzi i tamtejsze życie. Udało mu się też zobaczyć coś, co dla człowieka z Zachodu mogło być prawdziwym hitem - pochód pierwszomajowy! W dalszą podróż do domu wyrusza pociągiem Ost-West Express, który z Moskwy do Paryża jedzie przez Warszawę.

Druga wersja tej wizyty mówi o tym, że w 1973 roku Bowie nie wysiada z pociągu, tylko kilka lat później - w 1976 roku, też w kwietniu, kiedy razem z Iggym Popem jedzie w przeciwnym kierunku - do Moskwy. David ma tydzień przerwy pomiędzy koncertami w Szwajcarii i Finlandii i kilkugodzinną przerwę w Warszawie.


O tym, jak David trafił na Żoliborz

Lata 70. to czasy kiedy Dworzec Centralny dopiero się buduje, więc pociągi ekspresowe, którymi jedzie David zatrzymują się na dworcu Warszawa Gdańska. Ponieważ pociąg ma dłuższy postój, David postanawia zobaczyć Warszawę. Nie wiadomo jaki wybiera środek lokomocji, w każdym razie dociera do Placu Wilsona (wtedy oficjalną nazwą był Plac Komuny Paryskiej). Tam trafia do księgarni, gdzie kupuje kilka płyt z polską muzyką. Jedną z nich jest płyta zespołu Śląsk z utworem "Helokanie", który stanie się inspiracją do partii wokalnych w utworze "Warszawa". Po udanych zakupach wraca na dworzec, wsiada do pociągu i odjeżdża za żelazną kurtynę. W tej historii zastanawia mnie najbardziej to, za co on kupił te płyty? Przecież nie mógł mieć przy sobie polskiej waluty skoro tylko przejeżdżał, a dolarami wówczas nie można było płacić. Przynajmniej oficjalnie.


Jaka Warszawa przywitała Bowiego?

W czasie, kiedy David Bowie odwiedził Warszawę, zarówno dworzec Warszawa Gdańska, jak i Plac Wilsona wygladały trochę inaczej niż dzisiaj. Budynek dworca miał jeszcze oryginalną bryłę zaprojektowaną przez Stanisława Kallera. Warto dodać, że był to pierwszy stały budynek dworcowy w powojennej Warszawie. Zbudowano go bowiem w latach 1958-59.


1. dworzec Warszawa Gdańska

Plac Wilsona też się zmienił. Nie ma już księgarni, do której trafił David Bowie, a sam plac powoli zmienia charakter na bankowy...

2. Plac Wilsona (wówczas Komuny Paryskiej).
Przejście dla pieszych w kierunku księgarni.


Ile Warszawy jest w "Warszawie"?

Sam utwór "Warszawa", oprócz tytułu, nie nawiązuje w bezpośredni sposób do Warszawy. Jest to bowiem utwór głównie instrumentalny. Dopiero w drugiej połowie (na wklejonym filmiku od 3:59) pojawiają się partie chóralne. Ale i w nich próżno szukać jakiejkolwiej wzmianki o Warszawie, ponieważ są zaśpiewane w języku... wymyślonym przez Bowiego. 

Ciekawostką natomiast jest fakt, że partie wokalne zostały nagrane dokładnie na wzór "Helokanie"  Śląska. Bowie tak tłumaczył ten zabieg: Przy okazji pisania "Warszawy" zdałem sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie ma samo brzmienie słów skojarzone z kontekstem muzycznym – już tylko fonetyka daje ci pojęcie o emocjonalnym znaczeniu, bez względu na racjonalny ładunek słów. I właśnie to emocjonalne brzmienie obrazuje wrażenie, jakie Warszawa zrobiła na muzyku. Chociaż był tylko przez chwilę, to doskonale wyczuł, że w swoim utworze musi przekazać uczucia towarzyszące ludziom pragnącym wolności - gdy czują jej zapach leżąc w trawie, ale nie mogą po nią sięgnąć...


Inne ciekawostki związane z "Warszawą":

1.  David Bowie sądził, że "Helokanie" to oryginalna polska muzyka ludowa. W rzeczywistości utwór ten napisał Stanisław Hadyna - twórca zespołu Śląsk. Jest to luźna wariacja kompozytora inspirowana góralską muzyką z Beskidów.
2.  Autorem muzyki do utworu "Warszawa" jest Brian Eno, a producentem płyty Tony Visconti.  Inspiracją muzyczną "Warszawy" były proste nuty, które grał na pianinie czteroletni syn Viscontiego. Eno tak się to spodobało, że na bazie tych kilku nut skomponował cały utwór.
3.  Studio Château d’Hérouville, w którym Eno nagrywał muzykę do płyty zostało wybudowane w miejscu, gdzie Fryderyk Chopin spotykał się z George Sand.
4.  Pierwszą nazwą legendarnej grupy Joy Division była nazwa Warsaw. Muzycy nazwali tak zespół właśnie na cześć piosenki Bowiego.
5.  W 2012 roku, podczas festiwalu Impact na Bemowie, zespół Red Hot Chili Peppers wykonał swoją wersję utworu "Warszawa" dedykując ją Warszawie i warszawiakom!


A jak było naprawdę? Która data spaceru po Warszawie jest prawdziwa? To chyba wie tylko sam David Bowie.


źródła zdjęć: 
1. Architektura nr 10/1960
2. Poznaj Warszawę. Żoliborz, Warszawa, 1970

teledysk: youtube.com

lektury:
1. www.polskieradio.pl/6/242/Artykul/354227,Sen-o-Warszawie-Davida-Bowiego
2. www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1511608,1,jak-david-bowie-spacerowal-po-warszawie-i-co-z-tego-wyniklo.read
3. www.angelfire.com/de/lubartow/
4. www.songfacts.com/detail.php?id=4451
5. genius.com/David-bowie-warszawa-lyrics